poloniachristiana
Polonia Christiana - nr 11 listopad-grudzień 2009
Piotr Doerre
Darwinizm - rok 1939

Kiedy 150 lat temu światło dzienne ujrzała książka O powstawaniu gatunków Karola Darwina, w Polsce wielkimi krokami zbliżało się powstanie, później nazwane styczniowym. Nikt nie mógł wówczas przypuszczać, że już kilkadziesiąt lat później praca angielskiego ateisty wywrze tak wielki wpływ na dzieje naszego kraju.

A jednak Darwin, którego teoria ewolucji życia na Ziemi wstrząsnęła życiem umysłowym świata tak mocno, że z pewnością można uznać ją za fundament scjentystycznego klimatu epoki wojującego ateizmu, był autorem idei, która miała wyjątkowo tragiczne konsekwencje. To on sam bowiem, nie jego następcy, przeniósł zasadę bezwzględnej walki o przetrwanie z przyrody na grunt społeczny, pisząc o konieczności wyparcia jednych ras ludzkich przez inne. Jego myśl podchwycili chętnie zarówno ideolodzy „walki klas” z Marksem na czele, jak i twórcy teorii rasowych. Jedni stworzyli podwaliny „ojczyzny światowego proletariatu”, drudzy położyli fundamenty pod ideologię państwową III Rzeszy. Jednym i drugim darwinizm dostarczył obiektywnego, „naukowego” uzasadnienia „wyjątkowych środków” (w tym również masowych zbrodni), jakie musiały zostać podjęte, aby przyspieszyć proces postępu ludzkości.

Właśnie obchodziliśmy 70. rocznicę spotkania się na polskiej ziemi przedstawicieli tych obydwu ideologii zbudowanych na darwinowskim koncepcie, podczas wspólnej defilady w Brześciu nad Bugiem, we wrześniu 1939 roku…

Nie śmiem pomniejszać cierpień innych narodów, jakich doznały one z rąk różnej maści socjalistów, ale z oczywistych powodów szczególnie interesuje mnie martyrologia mojego własnego. A nie będzie chyba przesadą twierdzenie, że wobec tego, co zapoczątkował ów nieszczęsny rok 1939, bledną wszystkie nasze dotychczasowe narodowe klęski i tragedie. Przegrana wojna obronna, następnie dokonywana przez obydwu okupantów planowa eksterminacja elit intelektualnych, duchowych i kulturalnych, której symbolem stały się Katyń i akcja AB, a potem masowe egzekucje, wywózki na roboty i na „nieludzką ziemię”, rzeź Wołynia, a w końcu Powstanie Warszawskie zakończone hekatombą ludności stolicy i zniszczeniem jej substancji materialnej. Wreszcie utrata Kresów, w tym miast tak ważnych dla polskiej tożsamości i kultury, jak Lwów i Wilno. I kolejne mordy, aresztowania i wywózki po tak zwanym wyzwoleniu.

To była prawdziwa katastrofa dawnej Polski – zagłada tradycyjnych, w większości katolickich i patriotycznych elit narodowych, po części eksterminowanych, po części ograbionych i wygnanych z kraju, po części zapędzonych całym systemem pokus i gróźb do budowy „nowej” Polski. Ci, którzy przetrwali najgorsze, żyli później przez kilka dziesiątków lat na wewnętrznej emigracji, żeby nie oszaleć w systemie kłamstwa i absurdu, aż ten nie zgnił toczony przez choroby, które sam stworzył.

Jeśli nawet jest to nieco zbyt daleko idąca dygresja, to jednak warto przypomnieć, że idee mają konsekwencje, i to niekiedy takie, których nie są w stanie nawet wyobrazić sobie ich twórcy. Jednak w tym przypadku nie mamy do czynienia z żadnym „wypadkiem przy pracy”. Cała teoria Darwina była bowiem w zamyśle swego autora doktryną wywrotową, mającą wstrząsnąć światem i przyspieszyć proces antychrześcijańskiej Rewolucji. Polska zaś i jej warstwy przywódcze stały się na drodze tej Rewolucji przeszkodą, którą – podobnie jak inne ośrodki katolicyzmu – należało bezwzględnie usunąć, stosując wszelkie możliwe metody. Plan ten, dzięki Bogu, nie został do końca zrealizowany, a nasz naród, choć niemal pozbawiony elit, przetrwał dziejowe burze XX wieku, co bez żadnych wątpliwości stało się możliwe dzięki jego chrześcijańskiej tożsamości. I miejmy nadzieję, że dzięki niej Polska jeszcze niejednokrotnie będzie dla Rewolucji orzechem nie do zgryzienia.