poloniachristiana
Polonia Christiana - nr 12 styczeń-luty 2010
Piotr Doerre
Co się stało z katolicką Francją?

Jeszcze nie tak dawno Francja była światowym magister elegantiarum, subtelnie, acz stanowczo dyktującym wszystkim pozostałym krajom, co wypada, a co nie. ­Każdą nową ideę, każdą modę pochodzącą znad Sekwany traktowano na całej kuli ziemskiej niezwykle poważnie. Kraj starożytnych Galów był punktem odniesienia we wszystkim, co dotyczyło kultury i obyczajowości. Nic w tym dziwnego, przecież Francuzi odegrali w dziejach cywilizacji chrześcijańskiego Zachodu rolę nieporównywalną z żadnym innym narodem.


Jednak w minionym stuleciu, jakby za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, sprawy się odmieniły. Dziś nikt nie patrzy już na Francję z podziwem (raczej z nostalgią), znajomość francuskiego nie jest już obowiązkowa w wyższych sferach, o Francuzach opowiada się natomiast dowcipy. Francja wciąż jest krajem zamożnym, ale z roku na rok jakby mniej atrakcyjnym. Wciąż w dobrym tonie jest jeździć do Francji, ale raczej już tylko po to, by zwiedzać zabytki świadczące o minionej potędze.
Tymczasem Francja umiera. Poświadczy to każdy, kto widział urocze niegdyś francuskie miasteczka, zupełnie dziś opustoszałe, lub zasiedlone przez ludzi nie mających nic wspólnego z cywilizacją, która je zbudowała. Każdy, kto w tym katolickim niegdyś kraju w niedzielę przejechał wiele kilometrów w poszukiwaniu choćby jednego czynnego kościoła. Co stało się z arcychrześcijańską, „słodką Francją”, którą kiedyś podziwiał cały świat?


Piętno gallikanizmu
Warto zauważyć, że arcy­chrześ­cijańskie królestwo nie zawsze było rządzone przez dobrych chrześcijan. Już przecież Filip IV Piękny, wnuk samego Ludwika Świętego, najpierw bezceremonialnie obszedł się z papieżem Bonifacym VIII, który został nawet przez wysłannika króla Francji spoliczkowany, a następnie w przewrotny i okrutny sposób pozbył się wielkiego zakonu templariuszy, zagarniając jego liczne skarby i posiadłości. Interwencja Opatrzności była niemal natychmiastowa: przepowiednia wypowiedziana przez wielkiego mistrza Jakuba de Molay tuż przed jego spaleniem na stosie 18 marca 1314 r. sprawdziła się, i król jeszcze tego samego roku pożegnał się z życiem, a w ciągu 14 następnych lat wymarło całe jego potomstwo, po czym korona dostała się w ręce Walezjuszy, bocznej linii Kapetyngów.