
Dossier
Społeczeństwo
Korzenie polskości
Kuchnia
Polonia Christiana - nr 10 wrzesień-październik 2009
Istnieje Tybet, o którym nikt nie mówi – Tybet chrześcijański. Lud zapomniany, bohaterski, zniewolony, a jednocześnie głęboko wolny. Lud rozwijający się powoli, radosny i tajemniczy. Niegdyś ta właśnie misja chrześcijańska była najbardziej spragniona misjonarzy, bo najbardziej odległa i najbardziej zagrożona. Dziś jest to lud wierny bez kapłanów. W każdą niedzielę odżywa w tych ludziach nadzieja; czekają na misjonarza o jasnej skórze i brodzie. Są przekonani, że on pewnego dnia powróci.
Tybet, który zwiedzam, nie jest tym samym krajem, który przemierzali niegdyś ojciec Huc, Alexandra David-Neel czy Heinrich Harrer. Tamci poznali Tybet przed komunistyczną inwazją. Ja oglądam Tybet głęboko zraniony.
W centrum stolicy kraju, u stóp Potala (pałacu dalajlamów), rozpościera się kolisty plac, pośrodku którego stoi niezwykły pomnik – dwa ogromne pozłacane jaki upamiętniać mają czterdziestą rocznicę „wyzwolenia” Lhasy przez chińskich komunistów. Dwaj policjanci uzbrojeni w karabiny pilnują wejścia do pałacu. Niewielu z turystów przechodzących obok zdaje sobie sprawę z faktu, że oto mijają miejsce politycznych egzekucji. W Lhasie nie znajdziemy żadnej dzwonnicy, a jednak wiadomo, że gdzieś tu gromadzą się chrześcijanie.