
Dossier
Społeczeństwo
Korzenie polskości
Kuchnia
Polonia Christiana - nr 10 wrzesień-październik 2009
Zdziwienie pierwsze:
kolegiata śródpolna
Przygodny podróżny, podążający drogą z Łęczycy do Łowicza, przeciera oczy ze zdumienia. Kilka kilometrów za miastem, w szczerym polu, wyrasta przed nim, niczym samotna skała, ogromny, kamienny kościół. Skąd, jak, po co wydźwignięto wzwyż taki stos kamieni pośrodku malutkiej wioski?
Gdyby się zastanowił, przypomniałby sobie, że widywał już ten sam kościół w swoim szkolnym podręczniku jako modelowy przykład „świątyni w stylu romańskim”. Gdyby podumał, zrozumiałby, że kiedyś nie było tu wioski, lecz tętniący życiem gród. Słowo „tum” to spolszczony włoski „il Duomo” czy niemiecki „der Dom” – czyli katedra albo wielki kościół; nazwy takie spotykamy w najstarszych i największych polskich miastach, a nie we wioskach. Wszak to we Wrocławiu i Poznaniu mamy wyspy zwane „Ostrowami Tumskimi” – dlatego właśnie, że tysiąc lat temu stanęły na nich romańskie katedry. Otóż malutka wioska Tum też była kiedyś ważnym miastem – właściwą Łęczycą. Kilkaset metrów za światynią widnieją wały tego dawnego grodu, stolicy Ziemi Łęczyckiej. W końcu jednak przeniesiono miasto parę kilometrów dalej.
Powie ktoś: co za niewygoda! Jakże daleko mieli odtąd ludzie do kościoła! Otóż nie – kolegiatę przeznaczano dla wzniosłej liturgii nielicznych księży kanoników, zamieszkujących tu gwoli wspólnego, pobożnego życia. Zwykli parafianie korzystali z małej, drewnianej świątynki, która nadal stoi tuż obok, do kolegiaty przybywali ze szczególnych okazji.