Pokusa silnej, niczym nieograniczonej władzy, przepychu oraz życia w luksusie drzemała i drzemie w ludziach od zawsze. Jednym z najbardziej wyrazistych przykładów walki o realizację tego rodzaju marzeń jest samozwańczy cesarz Afryki Centralnej - Jean Bedel Bokassa. Ten były żołnierz armii francuskiej marzył zawsze, by być tak potężnym jak Napoleon I, stąd jego późniejsza koronacja, wzorowana na koronacji Bonapartego. Bokassa, dokonawszy w 1960 roku zamachu stanu, mianował się dożywotnim prezydentem jednego z 20 najbiedniejszych państw świata - Republiki Środkowoafrykańskiej, którą następnie dekretem zmienił w cesarstwo.
Nękany manią wielkości, urządził ceremonię koronacyjną kosztem jednej piątej budżetu kraju. 4 grudnia 1977 roku "cesarz-elekt" zasiadł na ogromnym pozłacanym tronie w kształcie orła, którego rozpiętość skrzydeł wynosiła 4,5 metra, strojnym w 900 złotych piór. Korona nowego monarchy mieniła się blaskiem dwóch tysięcy diamentów. Płaszcz koronacyjny Bokassy miał długość 20 metrów, był wyszywany w złote pszczoły (symbole Bonapartego) i wysadzany wieloma brylantami. Ceremonia miała miejsce w Palais des Sports w Begui, gdyż mimo usilnych starań Bokassy, Watykan nie zgodził się, by koronacja odbywała się w miejscowej katedrze.
Specjalnie na potrzeby uroczystości utworzono most powietrzny z Paryżem, z którego przerzucono orkiestrę, zawodowych kelnerów, potrawy, szampany, sztuczne ognie i tony kwiatów. Na miesiąc przed koronacją z Francji przybyła grupa najznakomitszych krawców, którzy uszyli pięć tysięcy kostiumów dla szambelanów, stangretów i służby obsługującej uroczystość. Sprowadzono też kopię powozu cesarskiego, wykonaną na tę okazję w Paryżu, oraz najprzedniejsze konie z Normandii (które zdychały podczas koronacji pod równikowym słońcem).
Bokassa na wzór Bonapartego sam się koronował, po czym włożył insygnia władzy na skronie swej żony, agentki rumuńskiej (w sumie miał 17 żon i co najmniej 55 dzieci, których imion nie był w stanie nawet spamiętać). Koronę nowo mianowanego Cesarza Republiki, wykonaną na zamówienie rządu Francji u znanego paryskiego jubilera Arthusa Bertranda, wieńczył 138-karatowy diament. Cała intronizacja kosztowała Republikę 30 milionów dolarów. Była także ekonomicznym grobem państwa.