W powszechnym odczuciu żaden ludzki typ nie uosabia lepiej amerykańskiego charakteru niż postać kowboja portretowanego na dużym ekranie od samego zarania kinematografii. Żaden zaś kowboj nie ucieleśniał pełniej amerykańskiej filozofii niż postacie, w które wcielał się Marion Morrison znany jako John Wayne.
Na kartach książki zatytułowanej
John Wayne’s America Gary Wills stwierdza, iż John Wayne ucieleśnia amerykański mit.
Archetyp Amerykanina – pisze – to przesiedleniec uciekający od odrzuconej przeszłości, by wedrzeć się we wspaniałą przyszłość (…) wykorzeniony, lecz niosący w sobie Jądro, to żyroskop wyznaczający kierunek, to wędrowna norma.
Ów ludzki typ nie poddaje się regułom ani autorytetom, lecz sam dla siebie stanowi prawo. Jest koczownikiem, nie tylko odrzucającym przeszłość, lecz również walczącym o
nowy świat, w którym elegancja i ceremoniał Starego Świata oddają pole nieskrępowanej prostocie demokratycznych manier.
W Ameryce istnieje jednakowoż – nieustannie a konsekwentnie ignorowana – zupełnie odmienna rzeczywistość. Innymi słowy, co innego głosimy, za czym innym tęsknimy. Hałaśliwie deklarujemy, iż
wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi, a podziwiamy nierówność uosabianą przez królową Elżbietę II – ochoczo zwracamy się do niej per „Wasza Królewska Mość” i z zapałem całujemy jej obleczoną w białą rękawiczkę dłoń. Proklamujemy zerwanie z przeszłością, a jednak kurczowo, z dziecięcym zapałem, czepiamy się reliktów minionej epoki.
Czytaj artykuł w całości w wydaniu elektronicznym „Polonia Christiana”
lub zamów papierowy egzemplarz dwumiesięcznika.