Nieodżałowany Stefan Kisielewski prześmiewając się kiedyś z kolejnego kryzysu socjalizmu, pisał, że to nie kryzys tylko rezultat. Gdyby na Saharze ustanowić socjalizm, to zabrakłoby piasku. Zły stan gospodarki socjalistycznej nie był więc żadnym jej kryzysem, tylko rezultatem wprowadzenia gospodarki planowej, w której nie obowiązywało podstawowe prawo podaży i popytu odwzorowywane ceną towarów i usług wyrażoną w pieniądzu.
Dziś, słysząc o kryzysie na światowych rynkach finansowych, chciałoby się zacytować Kisiela i powiedzieć: to nie kryzys, to rezultat. Rezultat porzucenia standardu złota i wprowadzenia pieniądza papierowego, który zaczął służyć do kreowania gospodarki wirtualnej.
Co ciekawe, system ten traktowany jest przez przeciwników gospodarki rynkowej jako synonim wolnego rynku i współczesnego kapitalizmu. Taki „kapitalizm” i „wolny rynek” łatwo jest krytykować i trudno go bronić. Głównie dlatego, że niewiele ma on wspólnego z kapitalizmem i wolnym rynkiem. Nazywanie tym mianem systemu bankowo-finansowego z nadmierną ilością wydrukowanych przez poszczególne rządy pieniędzy jest grubym nieporozumieniem. Ten nowy system, stworzony podczas konferencji w Bretton Woods w lipcu 1944 roku, opierał się nie na twardych zasadach ekonomii klasycznej, lecz był pierwszym wynegocjowanym przy politycznym stole systemem monetarnym, którym kierowały rządy poszczególnych państw. Rezultat mógł być tylko jeden. Zgodnie ze znanym Prawem Murphy’ego:
Jak coś może pójść źle, to na pewno pójdzie. No i poszło. Pieniądz przestał pełnić tradycyjną funkcję miernika wartości i stał się wartością samą w sobie.
Czytaj artykuł w całości w wydaniu elektronicznym „Polonia Christiana”
lub zamów papierowy egzemplarz dwumiesięcznika.