Z księdzem Iwem Ounpuu, proboszczem parafii w Valga (Estonia), rozmawia Piotr Doerre
Choć Estonia leży niedaleko od granic Polski, niewiele o niej wiemy. Jak wygląda sytuacja katolików w tym najdalej na północ wysuniętym kraju bałtyckim?
– Najważniejszym wyzwaniem, przed którym stoimy, jest daleko posunięta sekularyzacja i indyferentyzm religijny. Według ostatnich badań opinii publicznej, podczas których zadawano pytania dotyczące religii i wiary, Estonia jest najbardziej ateistycznym krajem w Europie, nawet bardziej niż Czechy. Jedynie ludność dawnej NRD, gdyby traktować ją jako osobny naród, posiada większy odsetek ateistów. Oficjalnie aż 75 procent mieszkańców kraju to bezwyznaniowcy, ale według wspomnianych badań jest jeszcze gorzej – tylko 16 proc. deklaruje wiarę w jakiegokolwiek Boga, niezależnie od wyznania. W takim środowisku jest trudniej pracować niż pośród wojujących ateistów, bo powszechna obojętność na sprawy religii idzie w parze z niemal absolutną ignorancją co do doktryn religijnych i prawd wiary.
Kolejnym problemem jest atomizacja społeczeństwa, spadek po komunizmie. Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że społeczeństwo jako takie w Estonii właściwie nie istnieje. Jest tylko masa indywidualistów, którzy mówią w jednym języku, mają wiele wspólnych interesów, ale nic ponadto.
Czytaj artykuł w całości w wydaniu elektronicznym „Polonia Christiana”
lub zamów papierowy egzemplarz dwumiesięcznika.